Bieszczady - Komańcza i okolice
Miejscowość Komańcza leży na południe od Sanoka, przy linii kolejowej Zagórz-Łupków, czyli niejako na granicy Bieszczadów od strony południowo-zachodniej. Dla potrzeb ruchu turystycznego granicę Bieszczadów od tej właśnie strony wyznacza w/w linia kolejowa, choć "prawidłową" granicą tych gór jest bieg potoków Osława i Osławica, aż do ujścia Sanu w okolicach Zagórza.Wielu turystów jadących szczególnie od strony zachodniej (np. Opole-Kraków-Tarnów-Pilzno-Jasło-Dukla-Tylawa) właśnie w Komańczy rozpoczyna swoją przygodę z Bieszczadami. Stąd prowadzi droga, bądź to w kierunku Zagórza lub Bukowska, bądź to w Kierunku Cisnej, Wetliny i dalej.
Już w latach 60-tych, Komańcza była mocno oblegana przez turystów, przewijało się tu min. sporo znanych nazwisk z Warszawy. Na przełomie lat 60-tych i 70-tych, udostępniano tu turystom wiele kwater prywatnych, o jakości usług o wiele wyższych niż dzieje się to w chwili obecnej, aczkolwiek sytuacja ta z roku na rok ulega poprawie. Noclegi wraz z wyżywieniem były dostępne także w klasztorze sióstr Nazaretanek, oraz leżącym w pobliżu klasztoru schronisku.
Koniec lat 70-tych i lata 80-te upłynęły tu przede wszystkim pod znakiem "likwidacji" kwater prywatnych, wiązało się to prawdopodobnie z prowadzoną wtedy przez państwo polityką socjalną (do której wiele osób dziś tęskni), oraz przywilejom w stosunku do rolników - suma sumarum wynajmowanie kwater było po prostu mało opłacalne.
Obecnie w czasach gospodarki rynkowej sytuacja uległa radykalnej zmianie. Dołożyła się do tego także likwidacja Zakładów Przemysłu Drzewnego w pobliskiej (6km) Rzepedzi, gdzie zatrudnienie miało także wielu mieszkańców Komańczy. (obecnie tartak w Rzepedzi pracuje ponownie, pod starą nazwą: Bieszczadzkie Przedsiębiorstwo Przemysłu Drzewnego NOWY STYL - jednak zmienił się znacznie profil produkcji, a przede wszystkim liczba zatrudnionych jest znacznie niższa, niż dawniej) W związku z powyższym sporo rodzin przerzuciło się na prowadzenie kwater prywatnych czy gospodarstw agroturystycznych, zresztą stało się
tak niemal w całych Bieszczadach, gdzie bezrobocie jest bardzo wysokie, a możliwości znalezienia jakiejkolwiek stałej pracy bardzo nikłe. Wyszło to na dobre przede wszystkim turystom.
Dziś i do Komańczy i w całe zresztą Bieszczady możemy jechać zupełnie w ciemno, bez obawy o nocleg.
A warto do Komańczy przyjechać. Miejscowość ta jest pięknie położona w dolinie potoku Osławica i wpadającego do niej od strony zachodniej potoku Barbórka.
Otoczona ze wszystkich stron górami wygląda pięknie o każdej porze roku. Z Komańczy prowadzi
czerwony szlak przez Prełuki, rez."Zwiezło"(Jeziorka Duszatyńskie), Chryszczatą do Cisnej i dalej przez całe niemal Bieszczady, aż do Wołosatego. Na Prełuki (do Prełuk, ale tu mówi się "na") warto pójść jeśli ktoś lubi
spokój i ciszę. Piechotą nie zajmie nam to więcej niż godzinę. Gdy dojdziemy do rzeki Osławy, możemy znaleźć nad nią jakieś zaciszne miejsce (raczej w górę rzeki) poobserwować i posłuchać otaczającej nas przyrody. Szczególnie wieczorem nie ma tu zbyt wielu turystów i odrobinę spokoju znajdziemy bez problemu. Warto rozejrzeć się dookoła. Przy słonecznej pogodzie na przybrzeżnych kamieniach, a jeszcze lepiej na torach
wąskotorówki może uda nam się dostrzeć kilka jaszczurek, zaskrońca, padalca bądź żmiję. Tej ostatniej nie lekceważmy, ale pozwólmy jej odejść w spokoju. Z całą pewnością żmija nas pierwsza nie zaczepi. Spotkać można tutaj także "miedziankę". Gniewosz plamisty, bo o nim tu mowa, jest niejadowitym wężem dł.do 75 cm, jednak nigdy nie udało mi się zaobserwować w Bieszczadach okazu dłuższego niż 35-40 cm - znacznie dłuższe
bywają tu zaskrońce ( widziałem okaz ok. 1m ). "Miedzianka" jest szczególnie bezmyślnie tępiona przez miejscowych, pracujących przy sianie, gdzie często można ją spotkać, właśnie pod hasłem :żmija! , co zresztą niczego nie usprawiedliwia, jednak w nas ludziach jest gdzieś głęboko zakorzeniony strach przed
wszystkim co pełza. Z tego samego powodu giną także padalce - beznogie jaszczurki, mylnie postrzegane jako żmije. W zeszłym roku udało mi się spotkać na Prełukach także pięknego, dużego jelenia karpackiego, który zszedł do rzeki napić się wody. Niestety dość szybko udało mi się go spłoszyć, ale stukot kopyt o rzeczne kamienie w otaczającej ciszy, był zaiste muzyką wartą posłuchania. Szczęściarze w lesie pomiędzy Komańczą, a Prełukami mogą natknąć się na wilka.
Jeżeli lubimy zbierać jagody, maliny, grzyby oraz orzechy laskowe, to Komańcza zapewni nam to wszystko. Najwięcej "maliniaków" spotkamy w lesie pomiędzy "kogucikiem", a trasą czerwonego szlaku - na Prełuki. Jeżeli stoimy np. przy przystanku Komańcza-Letnisko, popatrzmy w stronę "kogucika" (przekaźnik telewizyjny na górze Sokoliska, w kier. Rzepedzi), a następnie przenieśmy wzrok ok. 700-800m w prawo, tam gdzie widać lekko przerzedzony las, są sporej wielkości "maliniaki". Krzaki leszczyny w większych ilościach rosną min. nad torami, w okolicy semafora (pojedynczego), tam gdzie jest sporej wielkości "ściana" kamienna podtrzymująca zbocze przed osuwaniem się na tory. Leszczyna owocuje jednak co dwa lata, więc można trafic akurat na brak orzechów. Natomiast na jagody, najlepiej podjechać kawałek za Komańczę, na Przełęcz Łupkowską, lasy przed Łupkowem po prawej stronie drogi. Przy okazji uważamy, aby nie opuścić przez
przypadek naszego kraju, bo tędy właśnie biegnie granica ze Słowacją.
W samej Komańczy, także jest sporo zacisznych, spokojnych miejsc, polanek i łąk gdzie możemy znaleźć spokój i odpocząć. Gorzej jest tu z posiedzeniem sobie nad rzeczką, bowiem ta biegnie tu w ten sposób, że prawie w każdym miejscu przylega do czyjegoś domu, lub gospodarstwa, niemniej jednak na pewno coś znajdziemy. Kiedyś był bardzo ładny fragment rzeki prawie na przeciw opisywanego semafora, było tu sporo skałek gdzie można było posiedzieć, oraz głębsze miejsce gdzie można było się wykąpać. Niestety
pod koniec lat 80-tych, ten odcinek Osławicy został sztucznie uregulowany, skały wyleciały w powietrze i teraz rzeczka płynie tu nad wyraz spokojnie - przyczyną było zalewanie podczas roztopów znajdujących się poniżej tego miejsca domów po lewej(choć liczba mnoga jest tu chyba nie na miejscu). Spokojniejsze miejsca znajdziemy idąc w dół rzeki w okolice nieczynnego już kamieniołomu.
Warto w Komańczy zwiedzić istniejące tu zabytki. Między innymi cerkiew drewnianą prawosławną z 1802r w której zachował się ikonostas pochodzący ze wsi Wołosianka z rejonu Przełęczy Użockiej. Obok cerkwi dzwonnica, także z 1802r. Wzgórze na którym sytuowana jest cerkiew było kiedyś wzgórzem obronnym, wśród miejscowych znane pod nazwą Pełeszuła Mirka. Cerkiew została konsekrowana w roku 1805, jest to jeden z trzech takich obiektów na tym terenie zbudowany w stylu wschodnio-łemkowskim. Pozostałe dwie cerkwie znajdują się w Rzepedzi i Turzańsku. Niedaleko cerkwi prawosławnej znajduje się wybudowana w 1988r częściowo murowana cerkiew greko-katolicka.Górna jej część jest rekonstrukcją drewnianej cerkwi ze wsi Dudyniec w okolicach Sanoka. Jest to pierwsza konsekrowana w powojennej Polsce cerkiew. Otwarta dla zwiedzających - w niej muzeum kultury łemkowskiej. Na przeciw stacji PKP znajduje się kośćiół drewniany z 1950r, także wart obejrzenia. Idąc od kościoła w kierunku Komańczy-Letniska napotkamy jeszcze po drodze kapliczkę ufundowaną przez rodzinę Hirschów w 1926 lub 1933r (nigdy nie mogę zapamiętać tej daty,
choć jest tam wyryta jak byk, a żadne przewodniki takich szczegółów nie podają). Podobna, niewielka kapliczka znajduje się jeszcze niemal dokładnie vis a vis opisywanej, na szczycie góry, za torami. Powyżej przystanku Komańcza-Letnisko mieści się zabytkowy, drewniany klasztor sióstr Nazaretanek. Budynek klasztoru wcześniej był pensjonatem wczasowym. Na przełomie lat 1956/57 w klasztorze tym był internowany kardynał Wyszyński. Na pamiątkę tego faktu powstało tu malutkie muzeum upamiętniające
jego pobyt w Komańczy, oraz pomnik jego pamięci. Troszeczkę poniżej cerkwi murowanej istniała kiedyś kuźnia, dziś pozostały po niej już w zasadzie tylko ruiny. Przy wyjeździe z Komańczy w kierunku Cisnej znajduje się cmentarz rzymsko-katolicki, na którym min.w górnej jego częci są chowane siostry z komanieckiego klasztoru. Obecnie obok cmentarza powstała dość duża stylowa kaplica, została oddana w roku 2001. Cmentarz prawosławny znajduje się obok cerkwi.
Piękna jest Komańcza również zimą. Szczególnie leśnie drogi i przecinki, choćby ta prowadząca do klasztoru, wyglądają przecudnie przykryte białą szatą. Zimy co prawda są teraz nieco łagodniejsze, klimat się zmienia, jednak w Komańczy zazwyczaj śniegu nie brakuje. Dzieje się tak za sprawą specyficznego mikroklimatu, który wytworzył się nad tą doliną. Nieraz bywa tak, że śniegu prawie nie ma w oddalonej o 6km Rzepedzi, czy leżącym w podobnej odległości Łupkowie, natomiast w Komańczy go nie brakuje. Do przyjazdów zimą zachęca także czynny tutaj wyciąg narciarski, których w Bieszczadach wcale tak dużo nie ma (13 czynnych). Faktem jest, że trasa zjazdu ma tutaj tylko ok.400m, ale pojeździć i tak można, a dla początkujących jest to niemal wymarzone miejsce. Wielu gospodarzy w Komańczy trzyma jeszcze sanie i w związku z tym zimą są organizowane kuligi, bądź to za ciągnikiem, bądź konne (jak prawdziwy to tylko ten drugi) Miejsca gdzie w Komańczy możemy znaleźć nocleg to min. klasztor, schronisko PTTK (dawna Podkowiata), schronisko studenckie (przy drodze do Prełuk), w sporadycznych przypadkach szkoła (kolonie), domki przy stacji benzynowej (raczej trzeba rezerwować wcześniej - wiadomość na stacji), kwatery prywatne min. u p.Dołżyckej - obok cerkwi, u p.Kopylca niedaleko przystanku Letnisko, w pobliskiej Dołżycy w gościńcu "Pantałyk" oraz na kwaterze prywatnej u p.Drebota. Po fali krytyki, która przelała się nad schroniskiem "Kuźnia", zmienił się dzierżawca obiektu, powrócono do dawnej nazwy "Podkowiata", oraz
wyremontowano budynek. Obecnie panują tam bardzo dobre warunki, jest czysto, schludnie i w przystępnych cenach. Tak trzymać :)
I jeszcze jedna ciekawostka: wśród miejscowych Komańcza dzieli się na...Francję (po jednej) i Włochy (po drugiej stronie Osławicy) oraz Wietnam - tam gdzie znajduje się budynek nadleśnictwa, za tartakiem, który w chwili obecnej zajmuje się produkcją i montażem stylowych domków drewnianych.
Bardziej znane miejscowości
MIKÓW - niewielka osada leśna leżąca w dolinie potoku Mikowego, u jego ujścia do Osławy.
Nazwa Mikowa wywodzi się (z łemkowskiego "Mykiw") z nazwy osobowej Mik (Mikołaj). Przez Mików biegną tory kolejki wąskotorowej, jest tam także jej przystanek w chwili obecnej w związku ze zlikwidowaniem kursowania kolejki na tej trasie - nieczynny. Mniej więcej w połowie miejscowości, po lewej stronie potoku, w pobliżu przydrożnego źródełka, znajdowała się cerkiew greckokatolicka Uspienija Preczystoj Bohorodyci (Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny), po której został do dnia dzisiejszego niestety tylko wieniec drzew otaczających kiedyś tę świątynię, oraz zrujnowany cmentarz.
PREŁUKI - podobnie jak Mików, Prełuki są niewielką osadą leżącą w dolinie Osławicy,
przy trasie kolejki wąskotorowej. Nazwa osady wywodzi się od staropolskiego "Przełęk", co oznacza pole orne, niwę. Początki miejscowości sięgają conajmniej 1557r. (wtedy znana była pod nazwą Przełęki) kiedy to założono ją na prawie wołoskim. W czasach pierwszej wojny swiatowej w rejonie Prełuk toczono krwawe boje o pobliską górę Sokoliska, a zabitych pochowano na cmentarzu przycerkiewnym. W latach 1918-19, kiedy to powstała REPUBLIKA KOMAŃCZAŃSKA (!), chłopi z Prełuk wsławili się zaciętością w czasie walk z Polakami. W pobliżu przystanku kolejki znajduje się miejsce po cerkwi, oraz cmentarz łemkowski. Jest też we wsi drugi cmentarz, dziś zupełnie zapomniany, znajduje się nad miejscem zwanym Łuh (zapytać miejscowych o to miejsce). Drugą ciekawostką jest fakt istnienia tu źródełka siarkowodorowego (choć na tym terenie nie jest to aż taka rzadkość). Źródełko znajduje się tuż przy torach kolejki, a dokładnie przy słupku nr 4.4.
Kiedyś bardzo przyjemnie szło się z Prełuk do Duszatyna właśnie torem kolejki, jednak obecnie, po wyłączeniu tego odcinka z ruchu jest to mocno utrudnione, ponieważ tory zarosły chwastami i wysoką trawą.
RADOSZYCE - jest to najstarsza miejscowość w dolinie Osławicy. Pierwsza wzmianka o niej
pochodzi z 1361r. Nazwa wsi (łem.Radosziczi) pochodzi od nazwy osobowej Radosz. Ciekawostką jest fakt, iż w roku 1769, zatrzymały się tutaj oddziały konfederatów barskich pod dowództwem Kazimierza Pułaskiego. W Radoszycach zachowała się drewniana cerkiew grekokatolicka z 1868r. Warto też zwrócić uwagę na stare chyże, czyli chałupy łemkowskie oraz krzyże żelazne z przełomu XIX/XXw ustawione przy dawnym trakcie
prowadzącym na Węgry. Przy ostatnim krzyżu, na południe od Kochańca, koło zniszczonej kapliczki, uchodzi do Barbórki niewielki potoczek, którego źródło słynęło w okolicy jako cudowne. W Radoszycach czynne jest obecnie przejście graniczne dla małego ruchu turystycznego - jest oznakowany asfaltowy zjazd tuż przed Radoszycami jadąc od Komańczy.
DUSZATYN - osada leśna w dolinie Osławy u wylotu potoku Olchowatego. Według legendy
nazwa Duszatyn pochodzi z czasów najazdu tatarskiego, podczas którego tatarzy złupili całą wieś i zabili wszystkich mieszkańców za wyjątkiem jednej osoby, "jednej duszy". Pierwotnie osada nazywała się Piekarki. Kiedyś była tu cerkiew - dziś nieistnieje. W Duszatynie jest przystanek kolejki (obecnie kolejka już tędy nie kursuje), pole namiotowe (u ujścia Olchowatego do Osławy), oraz parking i niewielki bar.biegnie tędy także szlak na Chryszczatą przez jeziorka Duszatyńskie.
Szczyty
BABA - (831m) - rozłożysty i wysunięty nieco na północ od głównego grzbietu Karpat
szczyt, który na mapach turystycznych znany jest pod nazwą Kanasiówka (823m) - nazwa ta prawie wogóle nie jest znana miejscowym. Na północnym stoku góry, w miejscu zwanym Uhryńka, istniał dawniej cmentarz choleryczny. Według legendy ukazuje się tam jeździec na koniu bijący klęczącą kobietę.
CHRYSZCZATA - (997m) - jest to najwyższy i chyba najciekawszy szczyt w okolicy Komańczy.
Wyrasta on w głównym grzbiecie Wysokiego Działu. Jest zbudowany głównie z piaskowca ciśniańskiego o charakterystycznym szaro-niebieskawym zabarwieniu. Cały masyw pokryty jest lasem, z dominacją buka. Zimą 1914-15r przez Chryszczatą przebiegała linia frontu austriacko-rosyjskiego. Zostały z tamtych czasów ciągnące się grzbietami okopy oraz zapomniane, prawie niewidoczne cmentarze. Jeden z nich znajduje się pod grzbietem opadającym na zachód w dolinę Mikowego. Odnaleziono tu część kamiennego cokołu oraz
warstwę gruzu i cegły. Zimą 1990r. na cokole ułożono kopczyk z kamieni i ustawiono drewniany krzyż. Obecnie znajduje się tam obelisk.
SULIŁA - (Kalnicka, Kalnicki Wierch, 759m ) - jest to wybitny i widokowy szczyt zamykający od północy dolinę Osławki (Turzańska). Sam wierzchołek Suliły zwany był dawniej Staje. Na Suliłę wchodzimy od strony Turzańska, przechodzimy wieś i dalej drogą w lewo w stronę szczytu. Z Suliły prowadzi szlak na Chryszczatą - ok. 2.5h drogi.
SOKOLISKA - (Rih, 637m ) - stromo opadający w kierunku zachodnim dział między dolinami
Osławy i Osławicy. Zachodni stok obfituje w źródła. Największe z nich pod względem wydajności znajduje się w miejscu zwanym Korostyńskie. Mniejsze znajduję się na tzw. Czaszczy, poniżej której występują wycieki wód siarczkowych. Ciekawostka: na południe od Sokolisk w rejonie Urczyńca i pod Karnaflowym Łazem, można jeszcze dziś znaleźć stare nasypy kolejki wąskotorowej, budowanej z inicjatywy pewnego żyda z Komańczy. Kolejka ta nigdy nie została oddana do użytku, albowiem jej pierwszy kurs był zarazem
ostatnim w czasie którego doszło do poważnego wypadku, a pasażerami był nie byle kto, a komisja mająca przyjąć i zatwierdzić gotową inwestycję.
Osobliwości przyrodnicze
JEZIORKA DUSZATYŃSKIE - W obrębie języka osuwiskowego, który zatarasował dolinę,
powstały trzy duże jeziorka osuwiskowe. Jeziorko Górne ma ok. 12000 m/kw, leży na wys. 708m.n.p.m, średnia jego głębokość to ok.2m, a maksymalna 5,8m. Jeszcze w 1925r jeziorko to było dwukrotnie większe, jednak wpadające tu strumienie zamulają jeziorko i jego powierzchnia zmniejsza się corocznie. Jeziorko Dolne ma powierzchnię ok.4500m/kw, średnią głębokość 2,4m, a maksymalną 6,2m i leży na wysokości 687m. Co do trzeciego jeziorka, to oczywiście dziś go już nie ma. Spuszczono z niego wodę w okresie międzywojennym, ponieważ panu hrabiemu Potockiemu, który był właścicielem miejscowych dóbr, zachciało się pstrągów, a widocznie ten sposób łowienia ryb uznano za najlepszy ;-). Ze względu na rzadkie występowanie tego typu jeziorek, stworzono tu w 1957r. rezerwat Zwiezło, obejmujący zbiorniki wodne i przyległy las.
ZWIEZŁO - potężne osuwisko na zachodnim stoku Chryszczatej, największe w polskich
Karpatach pod względem ilości przemieszczonego materiału ( ok. 12 mln m3 skał ), oraz drugie po Szymbarku pod względem powierzchni ( 30 ha ). W 1906r. i w pierwszym kwartale 1907r. zanotowano w pobliskim Smolniku szczególnie obfite opady: ponad 1000mm. W przeddzień rzymskokatolickiej Wielkanocy 1907r. przesycony wodą materiał skalny runął w dolinę potoku Olchowego. Osuwaniu się mas skalnych towarzyszył potężny huk i wstrząsy powodując panikę wśród mieszkańców Duszatyna. Wtórne osunięcia i wstrząsy
trwały podobno jeszcze dwa tygodnie. W osuwisku wyróżniają się : nisza osuwiskowa - miejsce oderwania materiału skalnego, oddzielona od niej stromym progiem rynna czyli droga osuwiska, oraz jęzor, który zatamował potok Olchowy. Miejscowa ludność uważała to miejsce za zaczarowane, a powstanie osuwiska wiązano z trzema olbrzymami zaklętymi w kamień na zachodnim ramieniu Chryszczatej.
|